Wysekcjonowane wpisy z pingera - tylko wartosciowe.
kanał informacyjny dla slowa ostatnia
Odkąd Mama usiłując mnie przekonać, że książka to żadne zło*, zmusiła mnie do przeczytania Marry Poppins** wpadłam jak tak zwana śliwka w kompot. Moi znajomi śmiali się ze mnie, że wystarczy podsunąć mi jakikolwiek tekst i przepadam dla świata. Faktycznie, bardzo długo pochłaniało mnie wszelkiego rodzaju słowo pisane od Marqueza przez Musierowicz po etykiety na jogurtach.
Z czasem moje gusta literackie wyrobiły się (chociaż nadal zdarza się mi czytać wszystko jak leci, patrz: http://blablabla.pinger.pl/m/721179); odkryłam, że z nielicznymi wyjątkami tzw. literatura kobieca do mnie nie przemawia, poznałam rozkosze fikcji Murakamiego, dowcip Eco, etc.
Nigdy nie ukrywałam też, że naprawdę lubię czytać i jestem w stanie czynić to w każdym miejscu, o każdej porze i w dowolnej pozycji, nie ważąc na przeciwności losu***.
Jak więc, drodzy czytelnicy, tak oddany sprawie mól książkowy jak ja może pogłębiać swoje pasje spędzając dziesięć (słownie: dziesięć) godzin na uczelni, wracając z niej (przez zakupy spożywcze) godzinę w domowe pielesze, a tam, pochłonąwszy jeszcze w płaszczu i na stojąco kurczaka z rożna, biegnie do podręcznika do praktycznej gramatyki, bo już we czwartek duże, duże koło?
Odpowiedź jest prosta: w tramwaju.
Możecie być pewni, że najwierniejszych czytelników znajdziecie w tramwajach, wciśniętych gdzieś między szybę a poręcz, inhalowanych chuchem wstawionego pana obok i dźganych parasolem pani zza pleców.
* do momentu odkrycia gier komputerowych nie miałam z tym żadnych problemów.
**to było cwane z jej strony. Miałam sobie wybrać dowolną książkę, wybrałam najcieńszą, a była to 'Marry Poppins na ulicy Czereśniowej'- jeśli nie ostatnia, to jedna z ostatnich książek z serii. No i musiałam dobrnąć ;)
*** np. w podróż wokół Europy spakowałam jakieś dziesięć książek, w tym 'Przeminęło z wiatrem', które faktycznie przeminęło z wiatrem wraz z resztą skradzionych rzeczy.
Autor(ka) wpisu: